Intymny dziennik autora
Nowa książka Stefana Chwina, znanego z powieści “Hanemann”, to kolejny zbiór jego zapisków, refleksji i spostrzeżeń. 500-stronicowa publikacja oferuje czytelnikom osobisty wgląd w myśli i uczucia gdańskiego pisarza oraz wykładowcy.
- To nie jest klasyczny dziennik - zaznaczył autor podczas spotkania autorskiego w ECS, które moderowała Elżbieta Foltyniak, dyrektorka Domu Literatury w Gdańsku. - Nie notuję codziennych wydarzeń, lecz piszę tylko wtedy, gdy coś mnie głęboko poruszy. Miał to być dziennik, ale również literackie dzieło. Pragnę nadać mu formę powieściową, a ja i moja żona staliśmy się w nim postaciami.
Oliwa jako mała ojczyzna
W książce autor szeroko opisuje swoje rodzinne miasto, które od jego urodzin w 1949 roku uległo wielu zmianom.
- Opisuję nostalgię za znikającym miastem. Wspominam rzeczy, które były mi bliskie w dzieciństwie. Moja mała ojczyzna to Oliwa, znajdująca się za torami. Urodziłem się w Jelitkowie, a Stara Oliwa leży po drugiej stronie torów. W miejscu, gdzie się urodziłem, kiedyś kończył się Gdańsk, a moi sąsiedzi uprawiali pszenicę. Oliwa była niegdyś wyspą otoczoną polami, oddzieloną od Gdańska i Sopotu.
Chwin wspomniał również o zróżnicowaniu językowym Gdańska: - Ludzie często mówili w kaszubskim lub z kresowym akcentem. Te różne barwy językowe zniknęły, a teraz wszyscy posługują się tym samym językiem. Mój ojciec również czuł się obcy w Gdańsku, przybywszy z Kresów, z Wilna. Doświadczałem z tego powodu przykrości, ponieważ mówił z akcentem. Na podwórku wołano za mną: Rusek!
Intelektualna mniejszość w Polsce
Podczas rozmowy o współczesnej Polsce Chwin zauważył, że oprócz mniejszości seksualnych, religijnych czy etnicznych istnieje także mniejszość intelektualna: - Tworzymy grupę ludzi, którzy czytają książki i potrafią o nich dyskutować. Ta mniejszość rozumie przyjemność oraz trudności związane z myśleniem, co nie jest łatwe. Kościół zdaje sobie sprawę, że myślenie jest niebezpieczne i stara się kształtować nasze myślenie w jednolity sposób. Literatura powinna natomiast promować różne perspektywy. Nie interesuje mnie literatura, która jest jedynie poprawna; to mnie męczy. Oczekuję, że czytelnik mojego dziennika będzie miał inne zdanie niż ja.
Jak wygląda przyszłość mniejszości intelektualnej? Chwin stwierdził: - Witkacy nie miał nadziei na jej przetrwanie. Może jednak się mylił? Ta grupa nie będzie duża, w Polsce to może 1,5 miliona osób. Reszta należy do innego kręgu.
Literatura a współczesność
Chwin poruszył również temat braku miejsca dla dobrej powieści politycznej w Polsce, porównując to do dzieł Stefana Żeromskiego: - Żeromski miał łatwiej, bo nie istniały wtedy tysiące kanałów i platform takich jak Netflix. Obecnie jesteśmy otoczeni wielowątkową narracją polityczną, co sprawia, że dodawanie do tego powieści politycznej byłoby powielaniem tego, co już znamy. Głos pisarza to dzisiaj tylko jeden z wielu, a konkurencja dla literatury jest ogromna.
Pisarz przestrzegł także przed zbyt dużym zaufaniem do sztucznej inteligencji: - AI potrafi wprowadzać w błąd. Gdy zapytałem, kto jest moją żoną, AI podało zupełnie inną osobę jako moją “dziewczynę”, Krystynę.
Na koniec Chwin podkreślił znaczenie „badań terenowych” i wyjścia poza własne kręgi społeczne. - Tak naprawdę niewiele wiem o Gdańsku - stwierdził. - Poruszam się w zamkniętych kręgach społecznych. Kontakt z robotnikami mam sporadyczny, gdyż obracam się w środowisku gdańskiej inteligencji. To było widoczne także w sierpniu 1980 roku, kiedy z kolegą spacerowaliśmy wzdłuż muru stoczniowego w trakcie strajku, czując obcość pomiędzy nami a strajkującymi. To doświadczenie starałem się oddać w „Dzienniku”.

